Kategorie: Wszystkie | Czechy | Słowacja
RSS
sobota, 11 września 2004
wyjazd

Najpozniej w piatek (17.09.) wyjezdzam do Ostravy. Nie bedzie wiec zadnej mozliwosci pisania bloga (choc i tak TROCHE go zaniedbalem...). Nie bede mial takze raczej mozliwosci uczestnictwa na moich ulubionych forach (Forum Slaska Cieszynskiego, Czechy, Slowacja, Forum Slowianskie, itd) oraz utrzymywac swojej Czechoslowacji. Bede sie oczywiscie staral byc w miare na biezaco, no ale zanim sie dorobie swojego laptopa, to troche czasu minie i jestem skazany na sale internetowe Uniwersytetu.

Licze, ze stali bywalcy Czechoslowacji nie pozwola jej umrzec :)

pozdrawiam,

utrat.

piątek, 30 lipca 2004
tak więc...
Obiecałem, że napiszę jak było w Bratysławie... Zbieram się do tego i zbieram ale czasu i trochę chęci brakuje... No, ale postaram się co nieco opowiedzieć ;)
No więc wyjechaliśmy zgodnie z planem z Dworca Zachodniego. Na początek małe przerażenie, bo autobus był marki Scania niestety, a każdy podróżnik wie, że w tych szwedzkich molochach jest miejsce na wszystko, oprócz kawałka "space'a" na nogi... No ale już w Cieszynie przesiadka do Autosana ;) Trochę na Dworcu cieszyńskim nas przemroziło ale obowiązek to obowiązek - 45 minut przerwy, to trzeba sobie zapalić. A propos - świetnym pomysłem cieszyniaków na zmuszenie podróżnych do przemyśleń i też trochę do uśmiechu jest tablica informująca: Tu wolno palić. Zastanów się tylko, czy warto. Zapomniałem cyfrówki (sic!), więc zdjęcia brak ale mam nadzieję, że do niego dotrę (koleżanka robiła, może uda się zeskanować), więc zobaczycie nasze wredne facjaty na tle tego zjawiska. Ale to w terminie późniejszym.
Nie ukrywam, że podróż dosyć męcząca... Nie potrafię w cholerę zasnąć w autobusie! Mogę jechać 24h i jak nie ma odpowiedniego partnera (hmmm... partnerki, żeby nie było!) na fotelu obok, to będę w zadumie obserwował szosę i słupy telegraficzne, a nie usnę. No cóź - każdy ma jakiegoś świra, prawda? ;P
Dojechaliśmy na Hlavni autobusovou stanicu dwie godziny przed czasem (4 rano!!!), bo Pan kierowca zaczął nadrabiać czas stracony w korku pod Warszawą. Nadrabiał jednak troszkę jak na mój gust zbyt ochotnie :)
Doba "hotelowa" w akademiku od 10, więc małe pudło... Poza tym deszcz, zimno, deszcz, zimno... Wszyscy wściekli. Jednak na szczęście miły pan vratny okazał się łaskawy - "Nech sa Vam na pokojich paci". Dzięki, stary! :)
Żadnego spania, wychodzimy na miasto. Zwiedzania opowiadać nie będę, bo po pierwsze primo: nie mam w głowie notatnika, po drugie primo: po co? ;) Nadmienić chcę tylko, że Devin już otwarty i nie trzeba włazić nielegalnie po zboczu i już pan cieciu z psami nie gania. 20SK za wstęp i wchodzi się w starosłowiański świat. Niesamowite przeżycie! Patrzysz w prawo - Dunaj i Bratysława, w lewo - Morava, Austria... Polecam przepłynąć się stateczkiem wycieczkowym do austriackiego Hainburga - 40 minut drogi w jedną, 10 w drugą stronę (bo z prądem ;P) i miasteczko bardzo ładne. Bilet na łódź "Martin" kosztował każde z nas chyba 50SK. Można się poopalać, zamek na Hainburgu z czasów rzymskich, czyli chyba warto. Do Devina jeździ autobus miejski, więc z dojazdem żadnego problemu być nie powinno :) Ach, a propos komunikacji... Nie ufajcie plotkom, że w Bratysławie nie ma kanarów!!!! :) Scenka rodzajowa (choć chyba mało chlubna...): niedziela, 6,54 nad ranem, linia tramwajowa nr 1, jedziemy od przystanku Lafranconi tuż przy Karlove Nove Vsi do Hlavnej Stanicy. Siedzę sobie i widzę, że wchodzi sobie przednimi drzwiami barczysty Pan i wyciąga rękę do motorniczego (dzień wcześniej dowiedziałem się w knajpie, że najpierw prowadzący pojazd podpisuje kartkę wziętą od kanara, potem wyłącza kasowniki - tak się poznaje kanara w Bratysławie), no więc ja daje susa w kierunku drzwi, wcześniej sycząc do 2 koleżanek za mną jakieś mniej czy bardziej cenzuralne słówko o znaczeniu: szanowne koleżanki, na wszelki wypadek warto wysiąść. Tymczasem jednak Pan Kanar mnie zablokował swoim cielskiem... No cóż, żyje się raz a mnie zostało 1000SK (kara - 1400SK), więc "grzecznie" Pana Kontrolera z łokcia, ten wpada na motorniczego, który w przerażeniu zamyka drzwi tuż po tym, jak koleżanka numero uno wyskakuje za mną z tramwaju. Niestety koleżanka numer zwei - już nie...
W drodzę na piechotę mijamy policjantów, którzy właśnie jadą pomóc kontrolerom z koleżanką zwei. Postanawiamy czekać na nią na peronie, bo i co robić?! W końcu przychodzi - policja była, kanarzy byli... Wykorzystała chwilę ich zagapienia i już siedzi ukryta w rychliku Bratislava - Wiedeń ;) Fart niesamowity... Dużo emocji jak na niedzielę rano... Ale przynajmniej się obudziłem, bo wcześniej była sobota i czekaliśmy na wschód słońca, czyli do 4... Podczas czekania na odjazd postanowiłem wyjść jeszcze sobie zapalić, gdyż "wiem, gdzie można zapalić bezpiecznie mimo zakazu". No więc oczywiście złapał mnie gliniarz... No ale udałem Greka (czy raczej Słowaka) i znów udało się wyłgać. Dobra, dosyć już tych przeżyć może ;) Do Wiednia dotarliśmy, spotkałem starych znajomych, a poza tym - uwaga - całkowicie przypadkowo znajomych pana Skvoreckeho z Kanady :) Uslyszałem język czeski czekając na spóźnioną od godziny koleżankę, więc włączyłem się mimochodem do rozmowy. Okazało się, że jedna z Pań mieszka od 25 lat w Kanadzie i jest dobrą przyjaciółką słynnego pisarze :) Może mi się taka znajomość kiedyś przyda w mojej slawistycznej karierze? ;) Mniejsza z tym.
Każdy, kto będzie w Bratysławie w okresie letnim (maj-wrzesień) musi koniecznie zajrzeć do knajpki "Czajka" na Nabreziu gen. arm. L. Svobodu. To jest między mostami Lafranconi i Novym Mostem, nad samiusieński pięknym i modrym Dunajem. Siedzi się na zewnątrz, wieczorkiem bardzo miło (choć w dzień też, jak ktoś ma naturę voyeur i lubi się pogapić na śliczne Słowianki jeżdżące na rolkach). Można się zaopatrzyć w Kofolę za 20 i Steina pysznego za 25 koronek i miło spędzić czas z przyjaciółmi (bądź innymi takimi... ;P). Właściciel - Pan Jozef to fantastyczny człowiek. Znamy go już od roku, darmowe piwko dla nas to norma ;) Tym razem przywitał nas szampanem.
To miejsce staje się czasem czymś w rodzaju "miejsca schadzek" literackiej bohemy, i to nie tylko słowackiej. W tym roku Pan Jozo (znany pod pseudonimem Jozef Moravcik Jakubovec - poeta z Zahoria) zaznajomił nas z dwoma białoruskimi twórcami. Niestety nazwiska mi wypadły z głowy. Wiem tylko, że Łukaszenka ich zakazał...
Ogólnie więc muszę powiedzieć, że było bardzo miło. Podróż do domu już nie tak męcząca. Wszystko fajnie, szkoda tylko, że tak krótko...
Jeśli macie jakieś pytania - proszę bardzo! Zapomniałem na pewno o tysiącach wydarzeń. Poza tym miało być skrótowo, to i było :)
Pozdrawiam!
niedziela, 25 lipca 2004
Wróciłem :)
Jestem już w domku od paru godzinek, jednakże obiecanego podzielenia się wrażeniami z cudownej Bratysławy dziś nie będzie. Umieram ze zmęczenia, chyba się starzeję...
środa, 14 lipca 2004
Badania....
Wrzuciłem dzisiaj na Forum Świat zapytanie o stosunek Polaków do Czechów. Naturalnie odzew nie jest zbyt wielki (kto by się Czechami interesował?!) ale mam nadzieje, że jeszcze ktoś coś konstruktywnego napisze i będę mógł się pozastanawiać. Osobiście uważam, że najwięcej inteligentnych wypowiedzi może się pojawić w weekend, więc po powrocie ze Słowacji będę miał zagwozdkę. Mam nadzieje tylko, że nie będą się wpisywać psychopaci pokroju Staregomasona bądź Rycha... Mam już dosyć słuchania tekstów a la Erika Steinbach. Nie chce też czytać o "pepikach" i "tchórzliwych szwejkach". Ciągle wydaje mi się, że żyję w Ciemnogrodzie... Ale już od września "mateczką" moją stanie się Ostrava i będę miał punkt odniesienia. Popatrzę, porównam... Jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, że się nie zawiodę zbytnio. Cześć, trzymajcie się! Do usłyszenia po 24 lipca! 
Bratysława
Bratysława
Jutro o 17.15. na Zachodnim wsiadam w autobus z szumną nazwą Olza Ekspress i udaję się w kierunku mojej ukochanej Bratysławy. Cieszy mnie to niezwykle - nie dość, że po 12 godinach męczenia się w autobusie ujrzę wreszcie Zamek i Dunaj, to jeszcze przejeżdżać będę przez Cieszyn :) Co prawda w nocy, no ale zawsze to lepiej, niż w ogóle ;P
Ogólnie rzecz biorąc, to nie mam pojęcia dlaczego tak naprawdę Bratysławę tak uwielbiam. Chyba w dużej mierze przez Czajkę - sympatyczną knajpkę na Nabr. Svobodu, więc nad samym Dunajem. W zeszłym roku piwko 20SK, zobaczymy jak teraz. Boję się, że będzie drożej - Europo, witaj nam! ;)
Gdybyście kiedykolwiek w Bratysławie byli - jak najszybciej idźcie do Czajki pana Jozefa. Człowiek super sympatyczny, prawdziwy brat-Słowianin :)
A przy okazji odwiedzę Wiedeń i znajomych, których rok nie widziałem. Więc jest pięknie! :)
No dobrze, teraz wypadałoby zacząć się pakować...
Życzcie mi miłej zabawy i świeżości dla wątroby!
Witam!
Chciałem powitać wszystkich na blogu Czechosłowacja!
Fajnie by było, gdyby udało się stworzyć miejsce do wypowiedzi dla wszystkich zainteresowanych tematyką Czech, Słowacji, czy  w ogóle Słowiańszczyzny. Mamy już forum, teraz pora na blog!
Liczę, że się powiedzie!
Pozdrawiam,
utrat.